Zanim uniesie się kurtyna...
Sala porodowa nie była miejscem, w którym ludzie chętnie przebywają. Ściany pomalowane na przydymiony, zielony kolor wręcz odrzucały, małe lampy oświetlały wszystko rozproszonym światłem, a stojące na środku łóżko wywoływało dreszcze. Stalowe ramy, biała pościel i ten bezruch. W tej chwili jednak sala wypełniona była entuzjastycznymi śmiechami oraz chichotami, ożywiającymi owe miejsce.
Na łóżku leżała brązowowłosa kobieta. Spocone kosmyki przyklejały się jej do twarzy, a zbłąkany uśmiech powoli wchodził na twarz. W rękach trzymała dwie, identyczne dziewczynki. Miały zielone, przymrużone oczka, niewielkie noski, małe piąsteczki oraz kilka kasztanowych włosków na czubkach głów. Na ramionach miały znamiona w kształcie gwiazd: ośmio- i sześcioramiennej. Uśmiechały się słodko do siebie, jakby od dawna wyczekiwały spotkania na świeżym powietrzu.
Przy łóżku stal młody, wychudzony mężczyzna, mierzący co najmniej metr osiemdziesiąt wzrostu. Brązowe włosy miał zmierzwione, niebieskie oczy błyszczące z podniecenia. Był to ojciec dziewczynek. Cieszył się jednak tylko na zewnątrz, w środku przeklinał się za swój błąd. Niby szczęśliwa rodzina, ale...
Właśnie, jest jedno „ale”. Mężczyzna ten nie był i nigdy nie będzie mężem kobiety, trzymającej jego dzieci. Zanzibar Murgrey wykorzystał biedną Angelickę Ashes, wcześniej Hole, gdy ta przyjechała do Londynu, by odwiedzić swoją ciotkę, siostrę ojca - Dominicę. Nie wiedział, że zakończy się to dziećmi, do tego bliźniaczkami, przypominającymi dziewczynki z przepowiedni Seszele. To był niefortunny wypadek, tak to lubił mawiać.
- Mają dary, obie. - Głos lekarza, siwowłosego mężczyzny w białym kitlu, przerwał rozmowy, w pomieszczeniu zapadła wyczekująca cisza. - Nie zdarzyło się to od ponad tysiąca lat, wiecie? Podróżniczki w czasie nigdy nie rodzą bliźniaków jednojajowych, a nawet jeśli, tylko jedno z nich ma umiejętność podróży. - Doktor podrapał się w tył głowy. - Jedna z nich wypełniona będzie Gizder-Złem i niemal doprowadzi do końca naszej planety. Druga, Urikki-Równowaga, będzie Dobrem i uratuje nas przed długą i powolną śmiercią w szponach Gizder.
- Co z gwałtu zrodzone złem i dobrem się stanie - wyszeptała pielęgniarka, przykładając dłoń do ust. W oczach miała łzy. - Biedne dziewczynki...
- Wińcie za to swojego przywódcę - powiedziała Angelica słabym głosem. Wciąż była wyczerpana po pięciogodzinnym porodzie. - Wybieram Dobro, Zenzibarze. Tobie przypada w tej teatralnej sztuce rola złoczyńcy.
Murgrey ściągnął brwi, obrzucając kobietę nienawistnym spojrzeniem. W końcu jednak głęboko odetchnął.
- Nie możemy trzymać ich razem - oznajmił, osuwając się na szpitalne krzesło. - Urikki przywiązałaby się do Gizder i co wtedy? Nie zabiłaby jej w ostatecznej walce, wolałaby sama zginąć.
- Ale one już w tej chwili rozpoznają swoje dusze, Zenzibarze - odparła oburzona matka, której nie pasował pomysł rozdzielenia córek. - Kiedy w końcu się spotkają, nawet po stu latach, rozpoznają się i uwierzą w każde wypowiedziane przez siebie słowo. - Jak gdyby na zawołanie dziewczynka z ośmioramienną gwiazdą sięgnęła ku dłoni siostry, a gdy jej dotknęła, na twarze obu dziewczynek wykwitł przepiękny uśmiech.
- Nie mamy wyboru, Angelicko. - Głos doktora zmroził kobiecie krew w żyłach. Poczuła, jak oddech jej przyśpiesza, a krew odpływa z policzków. - Zenzibar ma rację, to będzie dla Urikki zbyt trudne.
Angelica westchnęła, przytulając obie dziewczynki, owinięte ręcznikami, do piersi. Czuła ich błogie ciepło, a zielone oczy patrzyły z niemałą wiedzą, która w końcu zaniknie i dopiero w późniejszym czasie powróci, aby ukazać przeznaczenie, jakim obdarzył je los. Bliźniaczki raźno wyciągnęły rączki w stronę loków matki, jakby niebyły noworodkami, a co najmniej tygodniowymi już dziećmi.
- To ostatnie chwile, gdy się widzicie, Urikki i Gizder, Dobro i Zło, Równowago i Chaosie. Pożegnajcie się. - Błogi, kojący głos kobiety rozniósł się echem po nagle opustoszałej sali.
Dziewczynki spojrzały na matkę, posłały jej spojrzenia pełne zrozumienia, po czym położyły się na obu ramionach kobiety. Dwie ludzkie siostry, posiadające dar podróży w czasie, z nieśmiertelnymi duszami najważniejszych istot we wszechświecie, zasnęły, trzymając się za ręce.
~.~
Opowiadanie ma ponad półtora roku, tak więc proszę o wyrozumiałość. ;-;
Rozumiem.
OdpowiedzUsuńŚwietny prolog.
Pozdrawiam.
Jak to ma półtora roku, to co tworzysz teraz?
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie :D
Haha, teraz robię mniej błędów. XD
Usuń